Żadna ze mnie klawesynistka – rozmowa z Elżbietą Chojnacką


Jestem wytworem XX wieku. Palę papierosy, jeżdżę samochodem, latam samolotami. Nie umiem żyć jak w baroku – opowiada Elżbieta Chojnacka, światowej sławy polska klawesynistka.

Wojciech Sitarz: Studiowała pani grę u Aimée van de Viele, uczennicy Wandy Landowskiej. Czy miała pani może okazję spotkać Landowską?

Elżbieta Chojnacka: Niestety nigdy jej nie poznałam, ale Aimée van de Viele była jej ukochaną uczennicą. Gdy później oglądałam filmy o Landowskiej, zobaczyłam jak wielki był jej wpływ – van de Viele przejęła od niej nawet gestykulację.

Pani także uczyła gry, ale po pewnym czasie zrezygnowała. Nie chciała pani kontynuować tradycji Landowskiej?

W Mozarteum w Salzburgu uczyłam przez jedenaście lat, ale już więcej nie miałam ochoty. Dałam z siebie wszystko. Nie wiem, na ile było to kontynuowanie tradycji Landowskiej, ale ważne, że stworzono klasę klawesynu współczesnego. Nigdzie na świecie nie istniał podobny wydział i dziś już nie istnieje. Chciałam zaciekawić repertuarem i klawesynem współczesnym, który nie ma nic wspólnego z pietyzmem historycznych instrumentów.

Nikt nie przejął tej klasy?

Nie widzę osoby, która mogłaby ją przejąć. Ucząc, miałam wielką satysfakcję, bo widziałam zaciekawienie instrumentem. Nadzwyczajne jest, że większość najzdolniejszych i najbardziej zaciekawionych studentów stanowiły młode Polki. Z jednej jestem szczególnie dumna, to Aleksandra Gajecka-Antosiewicz i uważam, że ona będzie moją następczynią.

Można powiedzieć, że rośnie kolejna wielka polska klawesynistka?

Nie wiem, można mówić, co się będzie chciało… Natomiast widzę jej entuzjazm i zaangażowanie, ale przede wszystkim możliwości. Ona jest bardzo zdolna i, co ważne, wrażliwa.

Landowska przywróciła światu klawesyn, by lepiej wykonywać dawną muzykę. Także z barokową estetyką kojarzy się ten instrument większości melomanów. Dlaczego pani zdecydowała się na współczesny repertuar?

Na początku, jak każdy klawesynista uczyłam się muzyki barokowej. Także konkursy wygrywałam z dawnym repertuarem. To całkiem zrozumiałe, wszystko kręci się wokół baroku, bo był to okres, kiedy klawesyn był królem instrumentów. Powstała wtedy masa arcydzieł: Bach, Haendel, Rameau, Couperin, Froberger. Za to znacznie mniej jest chętnych do grania muzyki współczesnej. Ona jest o wiele trudniejsza, nie tylko do grania, ale do słuchania. Muzyka współczesna nie ma tradycyjnej harmonii i melodyki, to zupełnie inny świat, bo od tamtego czasu wszystko się zmieniło.

Nie odpowiadała pani barokowa estetyka?

Może są to arcydzieła, ale ja ich nie czuję. Tymczasem należy grać tylko to, co rzeczywiście się czuje i co nam odpowiada. Słuchacz od razu wyczuje, że wykonawcy jakiś repertuar nie odpowiada. Bardzo mało gram Couperina, bo uważam, że ta muzyka nie jest dla mnie. Gdy pewnego razu, komuś to powiedziałam, był oburzony: co z pani za klawesynistka?! Odpowiedziałam mu, że w takim razie żadna. Na początku XX wieku zaszła rewolucja w każdej dziedzinie sztuki. Maszyny stworzyły nowe tempo życia. Ja jestem wytworem XX, a nie XVII czy XVIII wieku. Urodziłam się w XX wieku, palę papierosy, jeżdżę samochodem, latam samolotami. Nie umiem żyć jak w baroku, gdy tempo życia było inne. Podziwiam ludzi, którzy mogą grać dawną muzykę. Jednak gdy wielu mówiło o autentyzmie wykonawstwa, pytałam: jaki autentyzm? Ja jestem autentyczna, bo nikt z nich nie zna kompozytora. Oni nie mogą do niego zadzwonić, by wytłumaczył jak mają grać – ja mogę.

Obecność kompozytora pomaga?

Współpraca z kompozytorem jest wspaniałą rzeczą. Zawsze mogę zapytać, jak mam zagrać, jak on to słyszy, albo powiedzieć, że czegoś nie jestem w stanie zagrać. Powiedziałam kiedyś Xenakisowi, że nie mogę zagrać w taki sposób, na co on odpowiedział tylko: jak nie możesz, to nie graj. Wściekłam się i powiedziałam sobie: to zajmie rok, dwa, pięć, ale ja to zrobię i zrobiłam.

Ale czy to nie odbiera trochę wolności wykonawcy?

Jeżeli ktoś uważa się za tak wielkiego, że nie musi nikogo słuchać, to niech sam nauczy się komponować. Jeżeli jest się wykonawcą, to pozostaje się w służbie kompozytora. On jest arbitrem i jeżeli mówi: chce żebyś grała tak, to ja mam mu się podporządkować. Kompozytor bierze odpowiedzialność, bo podpisuje się pod utworem. Ale są też przypadki, gdy kompozytor zostawia nam wolność. W koncercie na Musica Electronica Nova będę mieć utwór z taśmą, która mnie prowadzi, ale sama będę improwizować.

Powiedziała pani, że jest „wytworem XX wieku”, ale przecież jest nim też publiczność. Dlaczego w takim razie muzyka współczesna nie jest tak popularna?

W muzyce współczesnej słuchacz nie może być bierny. Ja mogę odkurzać mieszkanie przy Vivaldim, ale nie zrobię tego, słuchając Xenakisa. Dawna muzyka jest łatwiejsza, bo ma przyjemną melodię. Tymczasem współczesne utwory operują dużą ilością dźwięków, są dynamiczne i inwazyjne, tak jak nasz świat. Muzyka dawna jest wspaniała, nikomu nie przeszkadza, ma piękny dźwięk – no rzeczywiście, ale piękno się zmieniło. Tylko że niektórzy zatrzymali się na początku XX wieku – jedni na Debussym, inni trochę później, a niektórzy nie wyszli nawet poza XVIII wiek.

Gdy zaczynała pani grać na klawesynie, nie było wielu współczesnych utworów na ten instrument.

Zaczęłam grać trochę przez przypadek. Powiedziano mi, żebym spróbowała, na co ja, że przecież nie potrafię. Usłyszałam: spróbuj, nauczysz się i rzeczywiście, klawesyn mnie zachwycił. Pomyślałam później, że skoro są utwory, w których klawesyn istnieje jako jeden z dźwięków, to także jak dawniej mógłby istnieć jako instrument solowy. Na początku znalazłam kilka utworów i zaczęłam je grać.

Kilka utworów to jednak wciąż za mało na recital.

O klawesynie zapomniano na cały wiek, więc trzeba go było poznać na nowo. Z czasem kompozytorzy zaczęli odkrywać ten instrument jego zupełnie nowy dźwięk. Tak zaczęli pisać dla mnie nowe utwory.

Napisano dla pani około stu utworów, czy któreś kompozycje są pani ulubionymi?

Chyba nawet będzie ich więcej, a wszystkie, które gram są ulubione.

Nie ma chociaż ulubionego kompozytora?

Nie, choć są kompozytorzy – ale to wyjątki, które mogę policzyć na palcach jednej ręki – których utwory zagrałam przez przypadek i nie zagram ich już nigdy więcej.

Przykładowo?

O nie – bez nazwisk…

Program występu na MEN układała pani sama?

Tak, to mój wybór. Zaprezentuję różne utwory z taśmą. Znajdzie się tam przetworzony dźwięk, studio elektroakustyczne albo elektronika. W programie znalazły się dwie kompozycje, które należą do pierwszych utworów współczesnych przez ze mnie wykonywanych. Są to utwory autorstwa François Bernarda Mâche i Luca Ferrariego z 1972 roku. Ale będą też nowsze utwory, w tym prawykonanie utworu Nicola Saniego.

Był jakiś klucz, według którego dobierała pani utwory?

Najważniejszą rzeczą było dla mnie, żeby program był ciekawy i zróżnicowany. Za każdym razem słuchacz musi usłyszeć instrument w nowych szatach.

Czy osoby preferujące barokowe brzmienie klawesynu mają czego szukać podczas tego koncertu?

Pewnie nie przyjdą, ale jeżeli się pojawią, to będę bardzo szczęśliwa. Wszystko zależy od człowieka, bywają osoby, które choć siedzą w baroku, są otwarte na współczesne brzmienia. Jednak zdarzają się ludzie, którzy za nic w świecie nie przyjdą posłuchać tych dźwięków. Nic na to nie poradzę, ale ze swojej strony zawsze staram się, żeby wszystko było jak najlepsze, jak najbardziej doskonałe. Chcę pokazać, że to też jest muzyka – tylko nieco inna.

Co by było, gdyby nie wynaleziono muzyki?

Nie mam aż tak wielkiej wyobraźni…

Rozmawiał: Wojciech Sitarz

Pozostałe aktualności:

Poszukujemy osoby do pracy w Dziale Sponsoringu i Pozyskiwania Środków
WROCŁAW – EUROPEJSKĄ STOLICĄ KULTURY 2016!!!
Podsumowanie festiwalu Musica Electronica Nova w Radiowej Dwójce
Muzyka to nie wszystko. Rozmowa z Pierrem Jodlowskim
Serwisy internetowe podsumowują festiwal MEN 2011
Współczesne smaki
Electronica w synagodze
Nie zakładam pożyczonych ubrań – rozmowa z Eivindem Aarsetem
Opera nova. Po premierze „Ogrodu Marty” Cezarego Duchnowskiego
Serwisy internetowe o Festiwalu Musica Electronica Nova
Pochwała interpretacji!
Zapraszamy na otwarcie interaktywnej instalacji IterEter
Rozsmakowałem się w operze. Rozmowa z kompozytorem Cezarym Duchnowskim
Gry z operą
„Tworzę, by pokazać marzenia” – rozmowa z Pierrem Jodlowskim
Klawesyn wszystko może. Rozmowa z Elżbietą Chojnacką, gwiazdą festiwalu Musica Electronica Nova
Saksofon totalny
Odgłosy natury na inaugurację
Elektroniczne dźwięki w ogrodzie
Najnowsze publikacje na temat festiwalu MEN 2011
men@nfm.wroclaw.pl      +48 71 343 85 28
Sponsor strategiczny: 
Główny mecenas: 
Organizator: 
Współorganizator:               

Sponsor Zloty:         
Sponsor Brązowy:                                           
Tłumaczenia:                
Klub festiwalowy: 
Patronat honorowy:   
Partner medialny:   
Partnerzy: